To może zdarzyć się każdemu. I każdemu się zdarzy. Zapewniam Cię, że poziom Twojego zapału, nawet, jeśli pisanie to Twoja wielka życiowa pasja, będzie krzywą wznoszącą się i opadającą. To zupełnie tak, jak z każdą inną czynnością. W jeden dzień masz zapał do umycia samochodu, w drugi dzień nikt by Cię na to nie namówił. Copywriting to jednak pewne zobowiązanie, szczególnie, gdy podjęliśmy się dużego zlecenia. Jak doprowadzić go do końca, nawet, kiedy weny brak i nie widać jej na horyzoncie? Pokażę Ci to na swoim przykładzie.

Technika małych kroków to moja ulubiona technika, najskuteczniejszy sposób ogarniania wielu zadań. I nie chodzi tu nawet o to, by o czymś nie zapomnieć (o tym była mowa w poprzednim felietonie), ale o to, by widzieć postęp. Załóżmy, że mam do zrobienia kilka rzeczy – umyć okna, poodkurzać, wyprowadzić psa, podlać kwiaty… Lista jest długa. Ale kiedy po każdej zakończonej czynności skreślę ją z listy, będę mieć poczucie, że ogarniam i idę do przodu. A to działa na mnie motywująco, jak nic innego.

Rozpraszacze działają na mnie jak płachta na byka. Wiesz, co denerwuje mnie najbardziej? Facebook ze swoimi powiadomieniami o w ogóle nieinteresujących mnie rzeczach. Więc jeśli piszę, nie wchodzę na Facebooka. I odwrotnie, jeśli przeglądam Facebooka, nie piszę. To prosta zasada, a chodzi tu o rozpraszające moją uwagę rzeczy, które mogę wyeliminować bardzo łatwo i bez kłopotu.

Wiesz, co jeszcze jest rozpraszaczem? To paradoks! Rozprasza mnie.. szukanie nowych klientów! Nie chodzi oczywiście o to, żeby nie odpowiadać na meile, nie wchodzić na serwisy, nie szukać zleceń, ale o to, by robić to w odpowiednim czasie. Mój czas, jaki przeznaczam na pisanie dzielę na dwie części – czas na pisanie i czas na sprawdzanie skrzynki, odpowiadanie na meile itp. To proste, ale często zawodzi. Bo przecież wiesz, jak bardzo kusi Cię wszystko, tylko nie pisanie, szczególnie, kiedy zbliża się deadline.

Kiedy mam jakieś większe zlecenie, na większą ilość tekstów, zdecydowanie nie zostawiam tego na ostatni dzień. To najgorsze co możesz zrobić, bo te teksty tworzone na szybko, w ostatnie kilka dni przed upływem terminu, na pewno nie będą dobre ani wartościowe. A to nie zbuduje Twojej marki. Lepiej rozłożyć sobie pracę nad zleceniem na dłuższy czas, by nie tworzyć później na siłę. To nie działa na korzyść.

Obiecałam, że znajdziesz tu poradę, jak doprowadzić do końca zlecenie, kiedy Ci się nie chce. Ale wiesz co? Nie ma na to rady. Niestety, copywriting i poważne zlecenia to zobowiązanie. Podchodzę do tego bardzo poważnie, bo buduję swoją markę. A to działa jak w każdym małym miasteczku. Wystarczy jednej osobie coś powiedzieć, a już wiedzą o tym wszyscy. Wiesz o czym mówię? Na pewno wiesz. Nie ma jednej uniwersalnej rady, jak poradzić sobie z kryzysem. Pewne jest, że kryzys Ci się zdarzy i mnie także się zdarza. Ale ja radzę sobie zawsze tak samo – przeciwstawiam się mu i piszę.

I to działa.