Wiecie, co w pracy copywritera jest najtrudniejsze? Według mnie organizacja.  No bo jak można wziąć się do pisania, skoro w telewizji akurat zaczyna się ulubiony serial, na łóżku piętrzy się stos ubrań do prasowania, a lodówka świeci pustkami przypominając o konieczności zakupów? To graniczy z cudem. Są pewne sztuczki, tajemna wiedza, która pozwala na ogarnięcie się i wzięcie się do pracy. Dzisiaj postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Nie znaczy to oczywiście, że mnie nigdy nie zdarza się spadek copywriterskiej formy. Ba! Zdarza się i to całkiem często. Co w takich chwilach pozwala mi na realizację podjętych zleceń? Organizacja.

 

Co dla mnie znaczy zorganizowanie się? Przede wszystkim ogarnięcie bałaganu. Nie tyle nawet w domu, choć to także ma znaczenie, ale przede wszystkim w głowie. Jeśli po głowie chodzi mi milion myśli,  z których ani jedna nie ma żadnego związku z copywritingiem, ciężko jest odnieść sukces. Najtrudniej jest napisać coś dobrego pomiędzy – pomiędzy zajęciami, pomiędzy obiadem, a prasowaniem, w międzyczasie. To najgorsza opcja, choć nie jest niemożliwa do wykonania. Zdarzają się dni, kiedy nie ma przecież innego wyboru, bo doba nie chce się rozciągnąć. Zdecydowanie więcej jestem w stanie jednak napisać np. wieczorem, PO zakończeniu wszelkich innych zajęć. Wtedy mogę skupić się tylko na pisaniu, a to pozwala na tworzenie lepszych treści.

Mamy więc jedną sztuczkę – pisanie z czystą głową. Czy to wystarczy? Niezupełnie. Konieczna jest odpowiednia organizacja każdego dnia. Szczególnie copywriterzy, którzy pracują w domu muszą uważać, by przypadkiem nie okazało się, że pracują przez całą dobę. Taki paradoks – jesteś w domu cały dzień, a nie ma Cię w nim ani godziny. Znasz to? Ja na szczęście nie znam i nie chcę poznać.

Według mnie, podstawą efektywnej pracy copywritera jest plan. Plan działania, strategia, a najprościej – plan realizacji poszczególnych zleceń. Jak to robię? Nie wyobrażam sobie braku kalendarza. Takiego zwykłego, papierowego. Mogłabym opowiadać Wam o cudownych aplikacjach, które wszystko planują za Was, a właściwie to za Was pracują i w ogóle są must-have. Mimo wszystko, najbardziej ufam mojemu kalendarzowi, w którym jest wszystko, czego potrzebuję. Lista podjętych zleceń, termin realizacji, etapy realizacji rozłożone na poszczególne dni tygodnia. Co napisać, komu odpisać, o co dopytać i czego poszukać. To wszystko mieści się w moim kalendarzu. I to jest podstawa mojej pracy.

Wiecie, jak wygląda mój typowy dzień copywritera? Pewnie niczym nie różni się od Waszych typowych dni. Jest w nim jednak coś, co może go wyróżniać. Co to takiego? Codziennie coś piszę. Nawet, kiedy nie mam co pisać z powodu zastoju w zleceniach czy innej pandemii,  kiedy mam grypę, kiedy mi się nie chce. Piszę każdego dnia, by wyrabiać w sobie nawyk pisania. Dzięki temu codzienne zasiadanie do komputera uważam za coś normalnego, standardowego. I to przynosi dobre efekty.

Większość poradników na ten temat mówi o tym, że w domu powinno znaleźć się miejsce do pracy, biuro, w którym się pracuje. Ale wiecie co? W tym momencie nie posiadam takiego miejsca i nie wpływa to na moją efektywność. Przyznajcie się, ilu z Was naprawdę posiada odpowiedni metraż do urządzenia sobie domowego biura tylko do pracy? Właśnie. I jasne, też uważam, że najlepiej byłoby mieć piękne biurko pod oknem z milionem inspirujących karteczek, kolorowych długopisów i korkową tablicą – pewnie kiedyś uda mi się nawet takie urządzić. Jednak równie dobrze pracuje mi się w salonie, na kanapie, na balkonie czy wszędzie tam, gdzie akurat mam ochotę popisać. Narażę się oczywiście na falę krytyki copywriterów pracujących przy białym biurku, ale uważam, że wszystko jest w głowie i nastawieniu!

Dobrze, podsumujmy to. Co dla copywritera znaczy organizacja pracy? Przede wszystkim plan działania, mądre rozdzielenie czasu na pracę i na życie rodzinne/rozrywkę. Jak to robię? Otwieram kalendarz, zapisuję najpierw to, co mam do napisania. Potem rozpisuję to na poszczególne dni. I trzymam się tego planu, choćby mi się strasznie nie chciało. I to działa zawsze! No… może prawie zawsze.

 

Wielu z Was pyta, jak pisać, kiedy pisać się nie chce. Nadchodzi deadline, a Ty masz pustkę w głowie i totalną niechęć do pracy. Znam to uczucie. Jak sobie z nim radzić i doprowadzić podjęte zlecenia do końca? O tym przeczytacie w kolejnym felietonie!