Wiesz, o czym marzy każdy copywriter? Jasne, o stałym napływie zleceń. I jeszcze żeby były dobrze płatne! Niestety, wciąż nie zawsze idzie to w parze. Wyobraź sobie, że dochodzisz do momentu, w którym Twoje moce przerobowe są już trochę przekalkulowane. Zaczyna brakować Ci czasu na realizację zleceń. Czy przyjmujesz je dalej? Ja nie! To jest właśnie asertywność.

Duża ilość zleceń to- przynajmniej w teorii- duży zarobek. Nie oszukujmy się, każdy z nas, piszących, chce zarobić. No raczej nikt nie pisze tekstów reklamowych czy tematycznych dla idei. Ale są pewne granice, które każdy copywriter powinien nauczyć się chronić. Nie mam żadnych złotych rad, jak nauczyć się odmawiać przyjęcia zlecenia, czyli w pewnym sensie, odmawiać zarobku. Ale powiem Ci, jak ja to robię.

Najpierw określiłam własne moce przerobowe. Wiem, ile jestem w stanie napisać w ciągu jednego dnia. Wiem, ile czasu mniej więcej zajmuje mi napisanie konkretnego tekstu. Na tej podstawie mogę łatwo obliczyć, ile zleceń jestem w stanie przyjąć na dany miesiąc. Moim sprzymierzeńcem jest kalendarz. Najpierw wypisuję zlecenia, które przyjęłam, potem rozpisuję je zgodnie z mocami przerobowymi na cały miesiąc. I już wiem, ile jeszcze mogę przyjąć. Czasem jest to kilka krótkich tekstów, czasem kilka całkiem długich. A czasem nic! I wtedy nie boję się odmówić.

Mam jeszcze jedną naczelną zasadę, której się trzymam z małymi tylko wyjątkami. A zasada ta brzmi- nie piszę w niedzielę. Niedziela jest dla mnie dniem luzu i odpoczynku, czasem wizyty u rodziny. W niedzielę spędzam czas z bliskimi, odpoczywam, oglądam TV i jem ciastka. Po to, żeby w poniedziałek z nową siłą wrócić do pisania. I to jest ok! Tą zasadę biorę pod uwagę przy przyjmowaniu zleceń. Jeśli jakieś zlecenie wymaga ode mnie bycia online w niedzielę- nie przyjmuję go! Chronię i szanuję swój rodzinny czas. I Tobie też radzę.

Ostatnią zasada, jaką zwykle się kieruje jest hierarchia. Chodzi tu o to, co robię poza pisaniem. Dlaczego myślisz, że zrobienie prania jest mniej ważne od napisania tekstu? Tak, drogie panie. Proza życia może być nudna i monotonna, możemy się buntować. Ale i tak potem pójdziemy i włączymy tę pralkę. Do czego zmierzam? Do tego, by w swoim copywriterskim życiu znaleźć czas na zajęcie się codziennymi sprawami. Nie biorę zbyt wielu zleceń, które będą mi ciążyć na głowie przez cały miesiąc i nie pozwolą zająć się niczym innym. To męka! Wolę wziąć na siebie mniej zleceń, ale lepiej płatnych. I to jest właśnie istota copywritingu- nie ilość, a jakość!

Wiesz, jak odmawiam przyjęcia zlecenia? Po prostu- mówię, że moje moce przerobowe na ten miesiąc są już przeciążone. To naprawdę proste i, wbrew pozorom, to wcale nie sprawia, że tracę klienta. W większości przypadków on wraca.

Myślę, że z asertywnością problem mają głównie kobiety. Drogie Panie, pamiętajcie w tym wszystkim o sobie. Doba nie chce się rozciągnąć, a pisanie wymaga ogromnej ilości wolnego czasu.

Za oknem biało, mroźnie i zimowo. Czujemy już klimat Walentynek. Zapomnijcie, drodzy Copywriterzy w tym dniu i zleceniach i pracy i skupcie się na swoich drugich połowach, które są dla Was najlepszą inspiracją!