Znamy to wszyscy, ja też doskonale to znam. Zbliża się deadline, widzę go coraz wyraźniej. Zegar tyka, a ja..? Nie mogę nic zrobić. Czuję opór, jakby ktoś nacisnął na hamulec. Jeden dzień, drugi, trzeci. Cisza, a deadline zbliża się wielkimi krokami. Co mi przeszkadza w tworzeniu? No dobra, przyznaję się. Jest tego całkiem sporo. Ale do rzeczy.

 

Utarte schematy, jak mantra

Nienawidzę szablonowego myślenia. Utartych schematów. Szlaków przetartych do granic możliwości. Nie znoszę zapewnień, że w ofercie sklepu X każdy znajdzie coś dla siebie, a oferowane produkty są najwyższej jakości. Nienawidzę zapewnień, że firma Y tworzy swoje produkty z pasją. Wiesz, o czym mówię? O utartych schematach, frazesach, które ciągle się powtarzają. A wiecie, czego nie lubię jeszcze bardziej? Tego, że one same się nasuwają! Takie myśli działają na mnie maksymalnie demotywująco, bo czuję, że tak naprawdę mój tekst niczym nie różni się od 100 innych tekstów. I w ten sposób motywacja umyka, jak wypuszczony z klatki ptak.

Wszystko jest w głowie

Wiesz, co demotywuje mnie najskuteczniej? Złe nastawienie. Jak pomyślę sobie, że ten tekst ma mieć AŻ 10 000 zzs i mam niego TYLKO 2 dni, na samą myśl po plecach przechodzą mi dreszcze. Ale jeśli pomyślę, że to TYLKO 10 000 znaków, a do tego mam na to AŻ 2 dni, czyli 48 długich godzin, motywacja wzrasta. Wierz mi lub nie, ale nastawienie to 80% mojego sukcesu.

 

Całe zło Internetu, czyli rozpraszacze

Z tym trudno jest walczyć. Mówię o rozpraszaczach, które skutecznie odwracają moja uwagę. Już zabieram się za pisanie, tylko jeszcze szybko przejrzę Facebooka. Już właśnie odpalam Word’a, tylko zerknę, czy na Netflixie jest już nowy odcinek mojego serialu. W takich chwilach sama sobie nie wierzę. A czas leci i deadline coraz bliżej…

 

Wszystko w moich rękach

Wiesz o tym, że z tymi wszystkimi przeszkodami da się walczyć? Są sposoby na schematy, na nastawienie,  a nawet na rozpraszacze. Nie powiem Ci, jak Ty masz sobie z nimi poradzić. Powiem Ci za to, jak radzę sobie ja.

Po prostu.. PISZĘ.

Nie zastanawiam się nad tym, ile jeszcze znaków mam do napisania.

Nie czytam tekstów, które ktoś inny już napisał w podobnej tematyce.

Nie dotykam telefonu w trakcie pisania.

Piszę i pozwalam literom, słowom i zdaniom układać się w całość.

Bo skończony tekst to największa motywacja!

 

A jak Ty radzisz sobie z własnymi barierami w pisaniu treści?